Malinowy cydr
Przecieka mi przez palce
Poranione kawałkami szkła
Zupełnie
Jak moje serce
Pachniesz
Pogniecionymi papierosami
Spalonymi o świcie
Na szybko
Bo już jedzie nasz tramwaj
Możemy
W końcu stąd uciec
I najlepiej
Zostać tam
Daleko od wszystkiego
Czemu
Mamy tu zostać
Jeśli
Nasze miejsca są zajęte
Albo spalone
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poranek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poranek. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 listopada 2015
sobota, 5 września 2015
Herbaciane śniadanie
Rankiem herbata stygnie jakoś wolniej
Parzę sobie usta i gardło
Odmrażam palce oczywiście na balkonie
Będę to czuć aż do wieczora
Nie znam nikogo kto tak jak ja
Byłby w stanie wstać godzinę wcześniej
Tylko po to by skulić się w fotelu
I obserwować niebo
I choć wzięłam największy kubek
Czas i herbata znikają zbyt szybko
Nigdy nie potrafię zdążyć
Wryć sobie krajobrazu w pamięć
Zastanawiam się czasem
Jak wyglądają Twoje śniadaniowe myśli
Czy jest u Ciebie zimniej
Jaką masz tam herbatę
Staram się spojrzeć na to ze złej strony
Ale jesteś zbyt niewinny
A ja
Umiem jedynie kochać
Parzę sobie usta i gardło
Odmrażam palce oczywiście na balkonie
Będę to czuć aż do wieczora
Nie znam nikogo kto tak jak ja
Byłby w stanie wstać godzinę wcześniej
Tylko po to by skulić się w fotelu
I obserwować niebo
I choć wzięłam największy kubek
Czas i herbata znikają zbyt szybko
Nigdy nie potrafię zdążyć
Wryć sobie krajobrazu w pamięć
Zastanawiam się czasem
Jak wyglądają Twoje śniadaniowe myśli
Czy jest u Ciebie zimniej
Jaką masz tam herbatę
Staram się spojrzeć na to ze złej strony
Ale jesteś zbyt niewinny
A ja
Umiem jedynie kochać
niedziela, 26 kwietnia 2015
po ranach
W niedzielę rano każdy głos
Brzmi jakoś inaczej
Pościel jest mokra od potu
I chyba czegoś jeszcze
Ostatnio pognieciona chusteczka
Jest trochę za daleko
Trochę boli tyłek
I nie ma czym oddychać
Słońce zabija dziś jak zawsze
Coś zostało zgubione
Pod śmierdzącą szmatą
Upodlenia
Skoro nie może być gorzej
To czemu mi odmawiasz
Pozwól mi się łudzić
Że mogę polepszyć świat
Przecież ktoś w końcu musi
Powiedzieć że będzie łatwo
Że jest coś poza trwogą
I nie roztopimy się w nikim
Krzyczę przez nieśmiałe wersy
Żebyś nie słyszał bo
Po co chcieć czegoś więcej
To tylko kilka słów
Brzmi jakoś inaczej
Pościel jest mokra od potu
I chyba czegoś jeszcze
Ostatnio pognieciona chusteczka
Jest trochę za daleko
Trochę boli tyłek
I nie ma czym oddychać
Słońce zabija dziś jak zawsze
Coś zostało zgubione
Pod śmierdzącą szmatą
Upodlenia
Skoro nie może być gorzej
To czemu mi odmawiasz
Pozwól mi się łudzić
Że mogę polepszyć świat
Przecież ktoś w końcu musi
Powiedzieć że będzie łatwo
Że jest coś poza trwogą
I nie roztopimy się w nikim
Krzyczę przez nieśmiałe wersy
Żebyś nie słyszał bo
Po co chcieć czegoś więcej
To tylko kilka słów
wtorek, 17 marca 2015
Pani na R
Dobry wieczór
Czternaście minut po północy
Etiuda rewolucyjna
Pogniecione piżamy
I podrapane karki
Potem tylko ciemność
Dobranoc
Rano
Widzimy się
szósta trzydzieści na śniadaniu
Albo dziewiąta
Na bieganiu
Wpół do jedenastej
Ty kawa
Ja herbata
Regularny tryb życia
Druga
Wychodzimy
Trzy kroki do restauracji
Zarezerwowany stały stolik
Po zachodzie
Zawsze trzy
Mohito
I zero siedem
Na dwoje
I tak od
Dwudziestu ośmiu
Dni a może lat
Jeśli to ma być życie
To poproszę tylko Ciebie
Czternaście minut po północy
Etiuda rewolucyjna
Pogniecione piżamy
I podrapane karki
Potem tylko ciemność
Dobranoc
Rano
Widzimy się
szósta trzydzieści na śniadaniu
Albo dziewiąta
Na bieganiu
Wpół do jedenastej
Ty kawa
Ja herbata
Regularny tryb życia
Druga
Wychodzimy
Trzy kroki do restauracji
Zarezerwowany stały stolik
Po zachodzie
Zawsze trzy
Mohito
I zero siedem
Na dwoje
I tak od
Dwudziestu ośmiu
Dni a może lat
Jeśli to ma być życie
To poproszę tylko Ciebie
sobota, 14 marca 2015
Księżyc jako bełkot humanistyczny
Gdy wyszłam z domu już na mnie czekał
Jeden bo świat nie zmienia się w noc
Pies
uwiązany łańcuchem u płotu przy sklepie jego pani wygrzebuje drobne na cydr
też się w niego wpatrywał
Miał srebrne odbicie w poczciwych oczach
Tym rankiem
powietrze pachniało zwierzętami
Potem
naleśnikami z bananami i Nutellą
Chmury były odciskami na niebie
Zielonym i czerwonym
Kostki lodu w firankach obcych okien
Nie potknij się, nie potknij się
Oboje wiemy że wiesz
I nie trzeba odsuwać grzywki bo po co patrzeć
"powoli zaginając delikatny materiał"
Smoku
sobota, 7 lutego 2015
Poranek
Świta
Po raz kolejny
Oglądam wschód z pustego domu
Otwieram okno
Siadam na parapecie
Ostatnie chwile zimna
Papieros
Kawa
Coraz częściej aspiryna
Potem świat rusza
Coraz cieplej i głośniej
Dlaczego
Ubieram sukienkę i twarz
Dzień dobry wszystko w porządku
Jestem blada bo się nie opalam
Te zadrapania to kot mój niesforny
Schudłam od biegania na uczelnię
Ciemnych worów nie zobaczą
Nikt nie patrzy mi w oczy
Po raz kolejny
Oglądam wschód z pustego domu
Otwieram okno
Siadam na parapecie
Ostatnie chwile zimna
Papieros
Kawa
Coraz częściej aspiryna
Potem świat rusza
Coraz cieplej i głośniej
Dlaczego
Ubieram sukienkę i twarz
Dzień dobry wszystko w porządku
Jestem blada bo się nie opalam
Te zadrapania to kot mój niesforny
Schudłam od biegania na uczelnię
Ciemnych worów nie zobaczą
Nikt nie patrzy mi w oczy
Subskrybuj:
Posty (Atom)