ona
nic nie mówi
ona tylko milczy
a jej milczenie
jest pułapką
postawiony przed ścianą
białych znaków
nie mogę tak samo
a jej milczenie
wyrywa ze mnie treści
odcina słowa
zabiera dźwięki
wymiotuję informacjami
a jej milczenie
bierze mnie pustego
w ramiona
przytula
koi
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 czerwca 2017
niedziela, 20 marca 2016
Krótki wiersz o bezsenności
To miał być krótki wiersz o bezsenności
Niestety z braku odpowiedniego wypoczynku
Nie potrafię znaleźć prawdziwych słów
I nie sądzę że uda mi się to jutro
Nie sądzę że uda mi się to kiedykolwiek
Skoro wszystkie sentencje się rozmazują
Więc milczę głośno szepcząc
Pomiędzy długimi wersami
Krótkich wersów
Czekając w kolejce po chleb
Po życie po niewiadomoco
Co podać nie ma zabrakło
Nocami jest trochę jak w domu
Czas jakby nie mija a
To że księżyc ześlizguje się
Po szybie nie ma znaczenia
Niestety z braku odpowiedniego wypoczynku
Nie potrafię znaleźć prawdziwych słów
I nie sądzę że uda mi się to jutro
Nie sądzę że uda mi się to kiedykolwiek
Skoro wszystkie sentencje się rozmazują
Więc milczę głośno szepcząc
Pomiędzy długimi wersami
Krótkich wersów
Czekając w kolejce po chleb
Po życie po niewiadomoco
Co podać nie ma zabrakło
Nocami jest trochę jak w domu
Czas jakby nie mija a
To że księżyc ześlizguje się
Po szybie nie ma znaczenia
niedziela, 31 stycznia 2016
Dureń
Od kilku tygodni
Nasze życia
Przestały się stykać
Od kilku dni
Nasze myśli
Przestały uciekać
Od kilku minut
Nasze zdjęcia
Przestają istnieć
I nie potrafię
Poratować się
Niczym innym
Jak tylko
Kiepskim
Krótkim
Wierszem
Nasze życia
Przestały się stykać
Od kilku dni
Nasze myśli
Przestały uciekać
Od kilku minut
Nasze zdjęcia
Przestają istnieć
I nie potrafię
Poratować się
Niczym innym
Jak tylko
Kiepskim
Krótkim
Wierszem
sobota, 16 stycznia 2016
I think I lost it
Chodź do mnie
I coś ze mną zrób
Bo nie potrafię tak dłużej
Wołać przez wiersze
W dodatku kiepskiej jakości
Chyba przeżywam kryzys twórczy
A to dziwne
Bo zwykle cierpienie
Potęguje wenę
Przecież tylko po to cierpię
Tylko po to wstaję rano
I czuję i kocham
I marzę i pragnę
Żeby płakać
Bo to takie cholernie literackie
Czemu taka jestem
O ile byłoby taniej
Nie być
Tylko należeć
Wyobraź mnie sobie jako porzuconą lalkę
I zabierz
Mnie sobie do domu
Obiecuję
Tym razem się postarać
I coś ze mną zrób
Bo nie potrafię tak dłużej
Wołać przez wiersze
W dodatku kiepskiej jakości
Chyba przeżywam kryzys twórczy
A to dziwne
Bo zwykle cierpienie
Potęguje wenę
Przecież tylko po to cierpię
Tylko po to wstaję rano
I czuję i kocham
I marzę i pragnę
Żeby płakać
Bo to takie cholernie literackie
Czemu taka jestem
O ile byłoby taniej
Nie być
Tylko należeć
Wyobraź mnie sobie jako porzuconą lalkę
I zabierz
Mnie sobie do domu
Obiecuję
Tym razem się postarać
sobota, 28 listopada 2015
Kolejna
Ludzie przychodzą z rana
Zadają dziwne odpowiedzi
To ostatni dzień dzieciństwa
Zapominam że już mogę
Kufel piwa odrętwia mi dłonie
Jego zawartość odrętwia mi serce
Nie chcę już na Ciebie patrzeć
Choć wiem że i tak będę
Kto by nie skorzystał z okazji
Mieć choć trochę z tego
Co nie każdemu jest dane
A mi to już na pewno
Nocna wyprawa na papierosa
Zimne powietrze nieco orzeźwia
Niczym Tetmajer uciekam w dekadentyzm
Tworząc nasze sztuczne erotyczne raje
Jesteś tu jakby mój
Mamy przecież tak dobry przykład
Spójrz to moglibyśmy być my
No ale ale po co
Zadają dziwne odpowiedzi
To ostatni dzień dzieciństwa
Zapominam że już mogę
Kufel piwa odrętwia mi dłonie
Jego zawartość odrętwia mi serce
Nie chcę już na Ciebie patrzeć
Choć wiem że i tak będę
Kto by nie skorzystał z okazji
Mieć choć trochę z tego
Co nie każdemu jest dane
A mi to już na pewno
Nocna wyprawa na papierosa
Zimne powietrze nieco orzeźwia
Niczym Tetmajer uciekam w dekadentyzm
Tworząc nasze sztuczne erotyczne raje
Jesteś tu jakby mój
Mamy przecież tak dobry przykład
Spójrz to moglibyśmy być my
No ale ale po co
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
dżentelmen
Pusto
Zniknęłaś
Nie wiem gdzie jesteś
To moja wina
Płakałem
Krzyczałem
Że przecież mnie kochasz
Czy to nie wystarczy?
Wiedziałaś
Jaki jestem
Nikt nie mówił
Że nie będzie bolało
Pamiętasz?
Zgodziłaś się
A teraz wszystko
Poszło się pieprzyć jak Ty z tamtym blondynem
Zniknęłaś
Nie wiem gdzie jesteś
To moja wina
Płakałem
Krzyczałem
Że przecież mnie kochasz
Czy to nie wystarczy?
Wiedziałaś
Jaki jestem
Nikt nie mówił
Że nie będzie bolało
Pamiętasz?
Zgodziłaś się
A teraz wszystko
Poszło się pieprzyć jak Ty z tamtym blondynem
sobota, 7 marca 2015
Łzy
Jestem jak Słowacki
Wciąż mi smutno
Ale z samego smutku
Już dawno nie płaczę
Przychodzi wstyd
Wstyd dziwki
Zerżniętej w zaułku
Ale to dopiero rumieńce
Dalej idzie gorycz
Porażka żółć
Zaciskam pięści
I tylko przygryzam wargę
Kiedy jest już ból
Życia świata serca
Chowam twarz w noc
Uciekam do siebie
I wreszcie przychodzi miłość
Tak ta której nie ma
Kulę się jak mogę
Płaczę
Wciąż mi smutno
Ale z samego smutku
Już dawno nie płaczę
Przychodzi wstyd
Wstyd dziwki
Zerżniętej w zaułku
Ale to dopiero rumieńce
Dalej idzie gorycz
Porażka żółć
Zaciskam pięści
I tylko przygryzam wargę
Kiedy jest już ból
Życia świata serca
Chowam twarz w noc
Uciekam do siebie
I wreszcie przychodzi miłość
Tak ta której nie ma
Kulę się jak mogę
Płaczę
wtorek, 3 marca 2015
Procent od Ciebie
poczucie winy jest koloru różowego
wina
tak bardzo mam na Ciebie ochotę
nadzieja jest przezroczysta
jak czysta
wiesz że będziesz żałować
sam jesteś nieklarowny
niczym kremowa whisky
mocny
i gryziesz w gardło
ja mam na imię Martini
smakuję tylko sobie
ale poświęć się proszę
wypij mnie ze mną
wina
tak bardzo mam na Ciebie ochotę
nadzieja jest przezroczysta
jak czysta
wiesz że będziesz żałować
sam jesteś nieklarowny
niczym kremowa whisky
mocny
i gryziesz w gardło
ja mam na imię Martini
smakuję tylko sobie
ale poświęć się proszę
wypij mnie ze mną
wtorek, 24 lutego 2015
Czy ja mogę zostać obrazem?
Czy ja mogę zostać obrazem?
Będę grzeczna, obiecuję
Oprawisz mnie w ładną ramkę, powiesisz przy oknie
Nie wymagam dużo uwagi
Przetrzyj szmatką jak się zakurzę
Uważaj by nikt mnie nie strącił że ściany
O konserwatora się nie martw
Jestem przecież świeża i olejna
Najwcześniej za sto lat
Widzisz?
Jestem tania
Nie jem, nie palę
Nie starzeję się
Nie gadam głupot
Nie zdradzę
Nie wbiję noża w plecy
Tylko mnie powieś
I trochę pokochaj
Będę grzeczna, obiecuję
Oprawisz mnie w ładną ramkę, powiesisz przy oknie
Nie wymagam dużo uwagi
Przetrzyj szmatką jak się zakurzę
Uważaj by nikt mnie nie strącił że ściany
O konserwatora się nie martw
Jestem przecież świeża i olejna
Najwcześniej za sto lat
Widzisz?
Jestem tania
Nie jem, nie palę
Nie starzeję się
Nie gadam głupot
Nie zdradzę
Nie wbiję noża w plecy
Tylko mnie powieś
I trochę pokochaj
niedziela, 15 lutego 2015
*** (Bal)
Bal
Trzynasty
Było ciemno
A ciemność
To taka maska na twarz
Żebyś nie widział jak patrzę
Spijam zachłannie
Czekoladę
Pieczenie w gardle
Zapijam ciepłą wódką
Jedyne na co mam nadzieję
To brak kaca
Rano
Spłakuję resztki makijażu
Głodna
Zjadam własne krwiste usta
Dawno zdjęłam gorset
Ale wciąż nie mogę oddychać
Trzynasty
Było ciemno
A ciemność
To taka maska na twarz
Żebyś nie widział jak patrzę
Spijam zachłannie
Czekoladę
Pieczenie w gardle
Zapijam ciepłą wódką
Jedyne na co mam nadzieję
To brak kaca
Rano
Spłakuję resztki makijażu
Głodna
Zjadam własne krwiste usta
Dawno zdjęłam gorset
Ale wciąż nie mogę oddychać
sobota, 7 lutego 2015
Poranek
Świta
Po raz kolejny
Oglądam wschód z pustego domu
Otwieram okno
Siadam na parapecie
Ostatnie chwile zimna
Papieros
Kawa
Coraz częściej aspiryna
Potem świat rusza
Coraz cieplej i głośniej
Dlaczego
Ubieram sukienkę i twarz
Dzień dobry wszystko w porządku
Jestem blada bo się nie opalam
Te zadrapania to kot mój niesforny
Schudłam od biegania na uczelnię
Ciemnych worów nie zobaczą
Nikt nie patrzy mi w oczy
Po raz kolejny
Oglądam wschód z pustego domu
Otwieram okno
Siadam na parapecie
Ostatnie chwile zimna
Papieros
Kawa
Coraz częściej aspiryna
Potem świat rusza
Coraz cieplej i głośniej
Dlaczego
Ubieram sukienkę i twarz
Dzień dobry wszystko w porządku
Jestem blada bo się nie opalam
Te zadrapania to kot mój niesforny
Schudłam od biegania na uczelnię
Ciemnych worów nie zobaczą
Nikt nie patrzy mi w oczy
sobota, 24 stycznia 2015
Wizyta
Wchodź, zapraszam
Czuj się jak u siebie w domu
Będzie Ci tu dobrze
Nabłoć butami, nakap z parasola
Nie krępuj się
Rzuć kurtkę gdziekolwiek
Weź coś, użyj, odłóż nie na miejsce
Poprzestawiaj książki
Żaden problem
Poprawię
Zjedz trochę ciasta z lodówki, mam go dużo
Smacznego
To moje ulubione
Nakrusz ile zapragniesz
Możesz nawet ułożyć się w moim łóżku i zasnąć
Przełóż poduszkę na zimną stronę
Chrap
Sen mam mocny a
Podłoga w sercu nie jest twarda
Czuj się jak u siebie w domu
Będzie Ci tu dobrze
Nabłoć butami, nakap z parasola
Nie krępuj się
Rzuć kurtkę gdziekolwiek
Weź coś, użyj, odłóż nie na miejsce
Poprzestawiaj książki
Żaden problem
Poprawię
Zjedz trochę ciasta z lodówki, mam go dużo
Smacznego
To moje ulubione
Nakrusz ile zapragniesz
Możesz nawet ułożyć się w moim łóżku i zasnąć
Przełóż poduszkę na zimną stronę
Chrap
Sen mam mocny a
Podłoga w sercu nie jest twarda
wtorek, 21 października 2014
Szukanie sensu w zimnej latte
Próbuję przypomnieć sobie coś żenującego.
Znajduję tylko Ciebie.
Na szczęście o tym nie wiesz.
Obraziłbyś się.
Wprawdzie wyglądasz wtedy jak małe dziecko, ale nie warto.
Nie udowadniaj, że potrafisz nienawidzić inaczej.
Szukam czegoś zabawnego, przypominam sobie Twoją pogardę.
Nie wiem sama - masochizm psychiczny
Czy raczej sens - kosmiczny, komiczny.
Rozbawiłoby Cię to.
Co lepsze, brakuje mi Twojego uśmiechu, niechby był sztuczny i zły.
Nie mów, co jeszcze złego zrobiłeś.
Wystarczy.
Znajduję tylko Ciebie.
Na szczęście o tym nie wiesz.
Obraziłbyś się.
Wprawdzie wyglądasz wtedy jak małe dziecko, ale nie warto.
Nie udowadniaj, że potrafisz nienawidzić inaczej.
Szukam czegoś zabawnego, przypominam sobie Twoją pogardę.
Nie wiem sama - masochizm psychiczny
Czy raczej sens - kosmiczny, komiczny.
Rozbawiłoby Cię to.
Co lepsze, brakuje mi Twojego uśmiechu, niechby był sztuczny i zły.
Nie mów, co jeszcze złego zrobiłeś.
Wystarczy.
czwartek, 21 sierpnia 2014
*** (tej nocy...)
tej nocy moje ręce są tylko moje
zabieram całą kołdrę dla siebie
nadal jest cudownie zimno
nie przytulam się do siebie
nie mam żadnych rudych problemów
i nikt nie pyta o łzy
tak te które moczą poduszkę
nie koszulkę całe szczęście
broń Boże skórę
za oknem topią się wspomnienia
w gorączce właśnie teraz
szary biały nawet żółty śnieg
patrzy na mnie pełnia zza okna
żadne czarne brązowe niebieskie zielone
oczy w okularach
z których wylewa się kolor
po raz kolejny tak daleko jak słońce
w końcu po słonych kałużach nut
ciemną materią wstaje dzień
budzę się bez złudzeń
lecz jest mnie jakby mniej
zabieram całą kołdrę dla siebie
nadal jest cudownie zimno
nie przytulam się do siebie
nie mam żadnych rudych problemów
i nikt nie pyta o łzy
tak te które moczą poduszkę
nie koszulkę całe szczęście
broń Boże skórę
za oknem topią się wspomnienia
w gorączce właśnie teraz
szary biały nawet żółty śnieg
patrzy na mnie pełnia zza okna
żadne czarne brązowe niebieskie zielone
oczy w okularach
z których wylewa się kolor
po raz kolejny tak daleko jak słońce
w końcu po słonych kałużach nut
ciemną materią wstaje dzień
budzę się bez złudzeń
lecz jest mnie jakby mniej
środa, 30 lipca 2014
Sjena palona
Dwie brązowe otchłanie
Czasem mi pozwala
Siebie w nich zatopić
A czasem w okularach
Wzrok ucieka szybko
Refleks tani w szkle
I wtedy mam wrażenie
Że trochę więcej wie
Niż sama powiedziałam
I niż okazać umie
Lecz spojrzenie moje zawsze
Gubi się wtedy w tłumie
Czasem mi pozwala
Siebie w nich zatopić
A czasem w okularach
Wzrok ucieka szybko
Refleks tani w szkle
I wtedy mam wrażenie
Że trochę więcej wie
Niż sama powiedziałam
I niż okazać umie
Lecz spojrzenie moje zawsze
Gubi się wtedy w tłumie
Subskrybuj:
Posty (Atom)