Niech będzie, przyznaję:
Nie znam Cię prawie wcale,
Ale bardzo bym chciała.
Co więcej,
Słowa mnie zawodzą.
Reaguję jak gaz szlachetny.
Jestem odrobinę zagubiona.
Nie więcej
Się liczy w tej grze,
Niż dwa pionki na światownicy
Płynące wrakiem do domu.
I więcej
Mamy czasu na wybór.
Wlej nadzieję w me usta:
Możemy zrobić to razem.
czwartek, 3 listopada 2016
sobota, 22 października 2016
Skała
Powoli spadała w niebo jego oczu
Brakło jej skrzydeł więc nie było odwrotu
Wprawdzie zawsze chciała być czyimś aniołem
Dopóki nie spotkała jednego na swojej drodze
A skrzydła i włosy miał czarne jak heban
Cierpiała dotąd całkowicie wystarczająco
Czas najwyższy był doczesność odmienić
W końcu ileż jeszcze można przegrywać
W dodatku z cudzymi demonami
A skóra jego gładka i ciepła jak karmel
Została bez jakiegokolwiek oparcia
Robiąc ten pierwszy krok w jego stronę
A jego wyciągnięta dłoń była jak skała
Na której chce zbudować swój Dom
Brakło jej skrzydeł więc nie było odwrotu
Wprawdzie zawsze chciała być czyimś aniołem
Dopóki nie spotkała jednego na swojej drodze
A skrzydła i włosy miał czarne jak heban
Cierpiała dotąd całkowicie wystarczająco
Czas najwyższy był doczesność odmienić
W końcu ileż jeszcze można przegrywać
W dodatku z cudzymi demonami
A skóra jego gładka i ciepła jak karmel
Została bez jakiegokolwiek oparcia
Robiąc ten pierwszy krok w jego stronę
A jego wyciągnięta dłoń była jak skała
Na której chce zbudować swój Dom
piątek, 9 września 2016
górzyście
szum krwi w uszach
przypomina gwar
na szlaku ósma osiem
wybuchły cząsteczki
świat się chyba przewrócił
narysowałam chaos
przypomina gwar
na szlaku ósma osiem
wybuchły cząsteczki
świat się chyba przewrócił
narysowałam chaos
serce zaczęło bić w gardle
coś uderzyło do głowy
i zagotowało płyn mózgowo-rdzeniowy
synapsy powiedziały sobie "żegnaj"
zepsuty zmysł równowagi
to wszystko co mi po Tobie pozostało
synapsy powiedziały sobie "żegnaj"
zepsuty zmysł równowagi
to wszystko co mi po Tobie pozostało
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Dehu
Chyba stoję pośrodku koloseum
Próbując ustać mimo utraty krwi
Całe moje życie, życie bez wolności
Zatopiło mnie w posoce
Właściwie nie potrzebuję wygrać
Ale jeśli ze mną zadrzesz
Zapłacisz
Chyba pochowałem
Wszystkich moich przyjaciół
Jestem gotowy na śmierć
Nawet w ostatniej podróży
Trzymam miłość za rękę
Gdziekolwiek pójdę
A pójdę
Jeśli nie jesteś pewien
To nie blokuj drogi
Do ostatecznego celu
Gdzie oczyszczenie duszy
Odbywa się krwią
Fatalnym przeznaczeniem
i cyklonem B
Od tego nie ma ucieczki
Tutaj działasz albo umierasz
Umierasz albo zabijasz
Pniesz się w górę
Lub zamieniasz w popiół
A jeśli muszę wybrać
Zabiję
To coś jak instynkt macierzyński
Jestem normalny
Gdy ściskam swoje jedzenie jak dziki
Trzymam się zasad dżungli
Przecież ja tylko chcę chronić
Moją przyszłość
Moje prawo
Tracę oddech
Ale trzymam się twardo
Przeszedłem długą drogę
I mam jeszcze coś przed sobą
Nawet jeśli jest pełna przeszkód
A krew wyschnie mi w żyłach
Nie umrę przed czasem
Próbując ustać mimo utraty krwi
Całe moje życie, życie bez wolności
Zatopiło mnie w posoce
Właściwie nie potrzebuję wygrać
Ale jeśli ze mną zadrzesz
Zapłacisz
Chyba pochowałem
Wszystkich moich przyjaciół
Jestem gotowy na śmierć
Nawet w ostatniej podróży
Trzymam miłość za rękę
Gdziekolwiek pójdę
A pójdę
Jeśli nie jesteś pewien
To nie blokuj drogi
Do ostatecznego celu
Gdzie oczyszczenie duszy
Odbywa się krwią
Fatalnym przeznaczeniem
i cyklonem B
Od tego nie ma ucieczki
Tutaj działasz albo umierasz
Umierasz albo zabijasz
Pniesz się w górę
Lub zamieniasz w popiół
A jeśli muszę wybrać
Zabiję
To coś jak instynkt macierzyński
Jestem normalny
Gdy ściskam swoje jedzenie jak dziki
Trzymam się zasad dżungli
Przecież ja tylko chcę chronić
Moją przyszłość
Moje prawo
Tracę oddech
Ale trzymam się twardo
Przeszedłem długą drogę
I mam jeszcze coś przed sobą
Nawet jeśli jest pełna przeszkód
A krew wyschnie mi w żyłach
Nie umrę przed czasem
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Drinku
Budzę się wibrując szczęściem
I nawet nie przeszkadza mi
Że byłeś tu wieczorem
I w nocy przez sześć godzin
A teraz Cię nie ma
Najedzona tęsknota śpi cicho
W kącie nie mojego pokoju
Obok nie mojego łóżka
I Ty też nie jesteś mój
Dawno o tym nie pamiętam
Zniknąłeś gdzieś daleko
Między barem a tatuażem
I już wiem że tylko
Moje kubki smakowe
Miały z Tobą randkę
I nawet nie przeszkadza mi
Że byłeś tu wieczorem
I w nocy przez sześć godzin
A teraz Cię nie ma
Najedzona tęsknota śpi cicho
W kącie nie mojego pokoju
Obok nie mojego łóżka
I Ty też nie jesteś mój
Dawno o tym nie pamiętam
Zniknąłeś gdzieś daleko
Między barem a tatuażem
I już wiem że tylko
Moje kubki smakowe
Miały z Tobą randkę
Subskrybuj:
Posty (Atom)