Smak dzieciństwa na języku
Tym byłeś
Powoli zjadany
Przez nasze paranoje
Tkwisz we mnie
Nadal aż do teraz
Czasem z rozrzewnieniem
Cię sobie przypominam
Kłamałeś
Nigdy nie mówiłeś
Że zostaniesz ze mną zawsze
A ja tymczasem
Jestem tu z Twoim wspomnieniem
Nie mogąc go odkleić od podniebienia
niedziela, 13 września 2015
sobota, 5 września 2015
Herbaciane śniadanie
Rankiem herbata stygnie jakoś wolniej
Parzę sobie usta i gardło
Odmrażam palce oczywiście na balkonie
Będę to czuć aż do wieczora
Nie znam nikogo kto tak jak ja
Byłby w stanie wstać godzinę wcześniej
Tylko po to by skulić się w fotelu
I obserwować niebo
I choć wzięłam największy kubek
Czas i herbata znikają zbyt szybko
Nigdy nie potrafię zdążyć
Wryć sobie krajobrazu w pamięć
Zastanawiam się czasem
Jak wyglądają Twoje śniadaniowe myśli
Czy jest u Ciebie zimniej
Jaką masz tam herbatę
Staram się spojrzeć na to ze złej strony
Ale jesteś zbyt niewinny
A ja
Umiem jedynie kochać
Parzę sobie usta i gardło
Odmrażam palce oczywiście na balkonie
Będę to czuć aż do wieczora
Nie znam nikogo kto tak jak ja
Byłby w stanie wstać godzinę wcześniej
Tylko po to by skulić się w fotelu
I obserwować niebo
I choć wzięłam największy kubek
Czas i herbata znikają zbyt szybko
Nigdy nie potrafię zdążyć
Wryć sobie krajobrazu w pamięć
Zastanawiam się czasem
Jak wyglądają Twoje śniadaniowe myśli
Czy jest u Ciebie zimniej
Jaką masz tam herbatę
Staram się spojrzeć na to ze złej strony
Ale jesteś zbyt niewinny
A ja
Umiem jedynie kochać
sobota, 29 sierpnia 2015
Van
Moja słodka, mała
Żółta brzoskwinka
Zdecydowanie
Dla mnie zbyt dobra.
Powoli Cię rozbieram
Z brudu wielkich miast.
Pod paznokciami
Zostają mi drapacze chmur.
Jeszcze tylko chwila,
Kilka pociągnięć pędzla.
Będziesz perfekcyjnie niedoskonały,
Cudownie ułomny.
I opuścimy brudny van marzeń
Zaparkowany na poboczu drogi
Przy lesie, w którym spokojnie
Możemy chodzić razem.
Żółta brzoskwinka
Zdecydowanie
Dla mnie zbyt dobra.
Powoli Cię rozbieram
Z brudu wielkich miast.
Pod paznokciami
Zostają mi drapacze chmur.
Jeszcze tylko chwila,
Kilka pociągnięć pędzla.
Będziesz perfekcyjnie niedoskonały,
Cudownie ułomny.
I opuścimy brudny van marzeń
Zaparkowany na poboczu drogi
Przy lesie, w którym spokojnie
Możemy chodzić razem.
sobota, 22 sierpnia 2015
Słodziak
Mogłam zginąć a
Świat jest przecież taki piękny
Jak ten słodziak
Ze swoim lnianym zapachem
Mogłam nie wychodzić ale
Gdzie bym teraz była
Na pewno nie tu
Tysiąc lat do tyłu
Mogłam uciec tylko
Jaki to ma głębszy sens
Czas już najwyższy
Przytulić sprawy w swoje ramiona
Mogłam wszystko
Teraz to taka abstrakcja
Bo mówiąc krótko i niewyraźnie
Już po mnie
Świat jest przecież taki piękny
Jak ten słodziak
Ze swoim lnianym zapachem
Mogłam nie wychodzić ale
Gdzie bym teraz była
Na pewno nie tu
Tysiąc lat do tyłu
Mogłam uciec tylko
Jaki to ma głębszy sens
Czas już najwyższy
Przytulić sprawy w swoje ramiona
Mogłam wszystko
Teraz to taka abstrakcja
Bo mówiąc krótko i niewyraźnie
Już po mnie
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Wieczory
czasem jestem jak
lewe ucho Van Gogha
zostawione gdzieś u dziwki
zawinięte w gazetę
tęsknię za ludźmi
których nie lubię
bo nagle się udało
i nie ma nikogo
spędzam na balkonie
leniwe wieczory
z kubkiem zielonej herbaty
obserwuję
myślę że wiesz
co mam na myśli
nie zrozum mnie źle
jest zbyt wiele do roboty
lewe ucho Van Gogha
zostawione gdzieś u dziwki
zawinięte w gazetę
tęsknię za ludźmi
których nie lubię
bo nagle się udało
i nie ma nikogo
spędzam na balkonie
leniwe wieczory
z kubkiem zielonej herbaty
obserwuję
myślę że wiesz
co mam na myśli
nie zrozum mnie źle
jest zbyt wiele do roboty
Subskrybuj:
Posty (Atom)