niedziela, 20 marca 2016

Krótki wiersz o bezsenności

To miał być krótki wiersz o bezsenności
Niestety z braku odpowiedniego wypoczynku
Nie potrafię znaleźć prawdziwych słów
I nie sądzę że uda mi się to jutro

Nie sądzę że uda mi się to kiedykolwiek
Skoro wszystkie sentencje się rozmazują
Więc milczę głośno szepcząc
Pomiędzy długimi wersami

Krótkich wersów
Czekając w kolejce po chleb
Po życie po niewiadomoco
Co podać nie ma zabrakło

Nocami jest trochę jak w domu
Czas jakby nie mija a
To że księżyc ześlizguje się
Po szybie nie ma znaczenia

niedziela, 21 lutego 2016

Malwa

Mimowolnie wyobrażam sobie rzeczy
Które robisz nocą z moim małym
Niewinnym kwiatuszkiem
Rób je ze świadomością
Że ktoś chciałby jak Ty
Mieć prawo ją kochać

Szkoda że to nie dla Ciebie
Była jak kot z podwórka
Uznany za swojego choć
Tylko się tu przechadzał
Aż pewnego dnia zniknął
Szkoda że nie u mnie w objęciach

Nie mam pojęcia czy powinnaś wiedzieć
Ale spokojnie to nic osobistego
Przecież tu nie chodzi o Ciebie czy o mnie
Ale tylko i wyłącznie o nią
I Twoją uprzywilejowaną pozycję
W jej chudych ramionach

Mam nadzieję że traktujesz ją
Dokładnie tak jak na to zasłużyła

niedziela, 31 stycznia 2016

Dureń

Od kilku tygodni
Nasze życia
Przestały się stykać

Od kilku dni
Nasze myśli
Przestały uciekać


Od kilku minut
Nasze zdjęcia
Przestają istnieć

I nie potrafię
Poratować się
Niczym innym

Jak tylko
Kiepskim
Krótkim
Wierszem

sobota, 16 stycznia 2016

I think I lost it

Chodź do mnie
I coś ze mną zrób
Bo nie potrafię tak dłużej
Wołać przez wiersze

W dodatku kiepskiej jakości

Chyba przeżywam kryzys twórczy
A to dziwne
Bo zwykle cierpienie
Potęguje wenę

Przecież tylko po to cierpię

Tylko po to wstaję rano
I czuję i kocham
I marzę i pragnę
Żeby płakać

Bo to takie cholernie literackie

Czemu taka jestem
O ile byłoby taniej
Nie być
Tylko należeć

Wyobraź mnie sobie jako porzuconą lalkę

I zabierz
Mnie sobie do domu
Obiecuję
Tym razem się postarać

sobota, 5 grudnia 2015

Temperatura topnienia

Cześć
Uh
Chyba jesteś nie w humorze
Pokaż proszę
Co się stało


Przecież stoję tu tuż obok
Co z tego
Że są ze mną znajomi
To tylko
Beznadziejna trupa
Słabych aktorów
Próbująca coś zdobyć
Nie do końca wiedzą co

Tak
Jestem draniem
Z wieloma odchyłami
Ale mam dobry powód
Mój wzrok sięga za daleko
To jest moim 
Zasadniczym problemem

Zaraz ich stąd przegonię
Ruszcie się w końcu
Zrozumcie
Dzięki temu będziemy mogli
Iść po te cholerne kwiatki
Paproci

Pytam tylko gdzie i kiedy
Mogę zmienić Twoje życie
Powiedz czego pragniesz
To będzie nasz renesans
Trochę spóźniony co prawda
Ale zawsze

Chyba wyjdę z siebie
I pójdę aż na księżyc
Nie bój się
Zabiorę Cię ze sobą

Postawmy sprawę jasno
Choć sądzę że i tak wiesz