sobota, 2 maja 2015

Czerwiec zmartwychwstały

Jego dłonie były chłodną ulgą 

w rozgrzanym klubie muzyka dudniła głośno dym zasnuwał wzrok

pustka pustka pustka pustka nie dawała się wypełnić alkoholem

chciałam być w Nim wiecznie tak cudownie cicho przez sekundę

ten las wiatr wśród drzew czoło przy mchu 

ta łąka falujące zboże słońce i słodycz 

skóra gorąca choć wiatr zimny niczym bruk 

niekończąca się puszka piwa oparta o ramię i cegły 

ciemność bo po co komu dni 

i Ogień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz