Jego dłonie były chłodną ulgą
w rozgrzanym klubie muzyka dudniła głośno dym zasnuwał wzrok
pustka pustka pustka pustka nie dawała się wypełnić alkoholem
chciałam być w Nim wiecznie tak cudownie cicho przez sekundę
ten las wiatr wśród drzew czoło przy mchu
ta łąka falujące zboże słońce i słodycz
skóra gorąca choć wiatr zimny niczym bruk
niekończąca się puszka piwa oparta o ramię i cegły
ciemność bo po co komu dni
i Ogień
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz