sobota, 5 grudnia 2015

Temperatura topnienia

Cześć
Uh
Chyba jesteś nie w humorze
Pokaż proszę
Co się stało


Przecież stoję tu tuż obok
Co z tego
Że są ze mną znajomi
To tylko
Beznadziejna trupa
Słabych aktorów
Próbująca coś zdobyć
Nie do końca wiedzą co

Tak
Jestem draniem
Z wieloma odchyłami
Ale mam dobry powód
Mój wzrok sięga za daleko
To jest moim 
Zasadniczym problemem

Zaraz ich stąd przegonię
Ruszcie się w końcu
Zrozumcie
Dzięki temu będziemy mogli
Iść po te cholerne kwiatki
Paproci

Pytam tylko gdzie i kiedy
Mogę zmienić Twoje życie
Powiedz czego pragniesz
To będzie nasz renesans
Trochę spóźniony co prawda
Ale zawsze

Chyba wyjdę z siebie
I pójdę aż na księżyc
Nie bój się
Zabiorę Cię ze sobą

Postawmy sprawę jasno
Choć sądzę że i tak wiesz
                                           

sobota, 28 listopada 2015

Kolejna

Ludzie przychodzą z rana
Zadają dziwne odpowiedzi
To ostatni dzień dzieciństwa
Zapominam że już mogę

Kufel piwa odrętwia mi dłonie
Jego zawartość odrętwia mi serce
Nie chcę już na Ciebie patrzeć
Choć wiem że i tak będę

Kto by nie skorzystał z okazji
Mieć choć trochę z tego
Co nie każdemu jest dane
A mi to już na pewno

Nocna wyprawa na papierosa
Zimne powietrze nieco orzeźwia
Niczym Tetmajer uciekam w dekadentyzm
Tworząc nasze sztuczne erotyczne raje

Jesteś tu jakby mój
Mamy przecież tak dobry przykład
Spójrz to moglibyśmy być my
No ale ale po co

sobota, 21 listopada 2015

Nah.

Chodź.

Przyjdź.

Raz jeszcze
Owiń mnie
Dekadenckim zapachem dymu papierosowego.

Jeszcze raz.

Spójrz na mnie,
Jakbym znów była pierwszą.

Hej chciałabym,
Żeby było
Wczoraj.

Kochanie.

Powiedz, że mogę
Tak mówić
Znad kieliszka Martini
Wstrząśniętego jak moje serce.

niedziela, 15 listopada 2015

Jaki jest miliard innych znaczeń?

Zbudowała się historia
Poczęta od słowa
Słowo było żartem
Ale reszta poszła naprawdę

Rytm serca zmienił się
Z tykania zegara
Na nerwową solówkę
Tajemniczego perkusisty

To nie moja wina
Przecież samo się stało
Tak jakoś wyszło

I co mam teraz robić
Mógłbyś mi pomóc
Panie Perkusisto

poniedziałek, 9 listopada 2015

Malinecznik

Malinowy cydr
Przecieka mi przez palce
Poranione kawałkami szkła
Zupełnie
Jak moje serce

Pachniesz
Pogniecionymi papierosami
Spalonymi o świcie
Na szybko
Bo już jedzie nasz tramwaj

Możemy
W końcu stąd uciec
I najlepiej
Zostać tam
Daleko od wszystkiego

Czemu
Mamy tu zostać
Jeśli
Nasze miejsca są zajęte
Albo spalone

niedziela, 25 października 2015

Prezent

Byłeś całkiem niezłym prezentem
Nie kłam że nie było Ci dobrze
Człowiek po alkoholu mówi co myśli
Wiesz że się nie oszukamy

A mówili że czysta nie plami
Munduru nigdy nie nosiłeś
Honoru już dawno nie masz
Nie żeby mi coś takiego zostało

Znowu nie mogłam spać
Zostałam sama z tym wszystkim
Niczym kolejne walizki doświadczeń
Ciążące na zmęczonych powiekach

Jak ja spojrzę im teraz w oczy
Skoro wciąż
Wciąż
Widzę Ciebie

niedziela, 13 września 2015

Paryskie karmelki

Smak dzieciństwa na języku
Tym byłeś
Powoli zjadany
Przez nasze paranoje

Tkwisz we mnie
Nadal aż do teraz
Czasem z rozrzewnieniem
Cię sobie przypominam

Kłamałeś
Nigdy nie mówiłeś
Że zostaniesz ze mną zawsze

A ja tymczasem
Jestem tu z Twoim wspomnieniem
Nie mogąc go odkleić od podniebienia

sobota, 5 września 2015

Herbaciane śniadanie

Rankiem herbata stygnie jakoś wolniej
Parzę sobie usta i gardło
Odmrażam palce oczywiście na balkonie
Będę to czuć aż do wieczora

Nie znam nikogo kto tak jak ja
Byłby w stanie wstać godzinę wcześniej
Tylko po to by skulić się w fotelu
I obserwować niebo

I choć wzięłam największy kubek
Czas i herbata znikają zbyt szybko
Nigdy nie potrafię zdążyć
Wryć sobie krajobrazu w pamięć

Zastanawiam się czasem
Jak wyglądają Twoje śniadaniowe myśli
Czy jest u Ciebie zimniej
Jaką masz tam herbatę

Staram się spojrzeć na to ze złej strony
Ale jesteś zbyt niewinny
A ja
Umiem jedynie kochać

sobota, 29 sierpnia 2015

Van

Moja słodka, mała
Żółta brzoskwinka
Zdecydowanie
Dla mnie zbyt dobra.

Powoli Cię rozbieram
Z brudu wielkich miast.
Pod paznokciami
Zostają mi drapacze chmur.

Jeszcze tylko chwila,
Kilka pociągnięć pędzla.
Będziesz perfekcyjnie niedoskonały,
Cudownie ułomny.

I opuścimy brudny van marzeń
Zaparkowany na poboczu drogi
Przy lesie, w którym spokojnie
Możemy chodzić razem.

sobota, 22 sierpnia 2015

Słodziak

Mogłam zginąć a
Świat jest przecież taki piękny
Jak ten słodziak
Ze swoim lnianym zapachem

Mogłam nie wychodzić ale
Gdzie bym teraz była
Na pewno nie tu
Tysiąc lat do tyłu

Mogłam uciec tylko
Jaki to ma głębszy sens
Czas już najwyższy
Przytulić sprawy w swoje ramiona

Mogłam wszystko
Teraz to taka abstrakcja
Bo mówiąc krótko i niewyraźnie
Już po mnie

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Wieczory

czasem jestem jak
lewe ucho Van Gogha
zostawione gdzieś u dziwki
zawinięte w gazetę

tęsknię za ludźmi
których nie lubię
bo nagle się udało
i nie ma nikogo

spędzam na balkonie
leniwe wieczory
z kubkiem zielonej herbaty
obserwuję

myślę że wiesz
co mam na myśli
nie zrozum mnie źle
jest zbyt wiele do roboty

dżentelmen

Pusto
Zniknęłaś
Nie wiem gdzie jesteś
To moja wina

Płakałem
Krzyczałem
Że przecież mnie kochasz
Czy to nie wystarczy?

Wiedziałaś
Jaki jestem
Nikt nie mówił
Że nie będzie bolało

Pamiętasz?
Zgodziłaś się
A teraz wszystko
Poszło się pieprzyć jak Ty z tamtym blondynem

piątek, 14 sierpnia 2015

Temperatura

Jedynym dźwiękiem życia wokół
Jest papier poruszany przez wiatrak
Umysł sublimuje
Gwoli ścisłości

Samotność rozbiera
Gorączka to przy tym pikuś
Nic tak nie grzeje
Jak otwarta rana

Mój podmiot liryczny
Mieszka w bloku naprzeciwko
Jako jego walkiria
Poczuwam się do obowiązku wiedzieć

Miarą czasu są łykane tabletki
I niepozmywane naczynia
Ile może stać makaron
Gotowany o czwartej rano

W taki dzień jak ten
Czekam aż zawieziesz mnie
Na skraj miasta
Mimo że oboje nie mamy czasu

Niedługo mnie tu nie będzie
Tyle rzeczy mnie ominie
Ale proszę daj mi szansę
Stać się południcą

wtorek, 2 czerwca 2015

to nie tak
że coś się stało z powietrzem
ciało zbyt mocno uderzyło o ścianę
oddech po prostu znikł

ludzie
są szorstcy jak Twoja szczęka
która przez dwa tygodnie
nie widziała golenia

oboje
wiemy że Ty wiesz i ja wiem
tylko nikt nie powiedział tego wprost
ja się boję

w pewnej chwili
chyba o mnie zapomniałeś
rozumiem bo w końcu
sama nie lubię o sobie pamiętać

po co
komu istnieć
znacznie lepiej
po prostu się rozpłynąć

miłości ma
co autor miał na myśli
tworząc to piękne
popieprzone życie

niedziela, 24 maja 2015

Kasocialny

Znowu trzydzieści siedem minut po północy
Dopiero zaczynam dzień
We tle piosenka dla dzieci
Za chwilę kolejna kartka



Gdzieś po drugiej stronie świata
W zupełnie innym czasie i przestrzeni
Dzieją się prawdziwe rzeczy
Ludzie są bardziej


Tutaj tak jasne zaciemnienie
Prowizorycznie upodabniam się
Do tych lepszych
Udając czuję się człowiekiem 


Tylko gdzie w tym eksperymencie społecznym
Jestem ja ta najgłębsza
Która jest od początku
Czysta od warstw osadowych

niedziela, 10 maja 2015

przegrane dziecko

czemu mój ręcznik pachnie latem
czy to sprawka kogoś nieosiągalnego
kto zepsuł moją buzię

do rudych glanów nie pasują białe sznurówki
więc przepraszam że nie będę przegraną
mam tylko czarną kurtkę

czy gdybym Cię poprosiła o
czy zrobiłbyś to dla mnie
dla nas

może jednak przegrałam
może wystarczy szubienica na policzku
może wyciągniemy syntezę

albo po prostu tak być musi
udawajmy że gotka może mieć vansy
a stary metal nowe glany

sobota, 2 maja 2015

Czerwiec zmartwychwstały

Jego dłonie były chłodną ulgą 

w rozgrzanym klubie muzyka dudniła głośno dym zasnuwał wzrok

pustka pustka pustka pustka nie dawała się wypełnić alkoholem

chciałam być w Nim wiecznie tak cudownie cicho przez sekundę

ten las wiatr wśród drzew czoło przy mchu 

ta łąka falujące zboże słońce i słodycz 

skóra gorąca choć wiatr zimny niczym bruk 

niekończąca się puszka piwa oparta o ramię i cegły 

ciemność bo po co komu dni 

i Ogień

niedziela, 26 kwietnia 2015

po ranach

W niedzielę rano każdy głos
Brzmi jakoś inaczej
Pościel jest mokra od potu
I chyba czegoś jeszcze

Ostatnio pognieciona chusteczka
Jest trochę za daleko
Trochę boli tyłek
I nie ma czym oddychać

Słońce zabija dziś jak zawsze
Coś zostało zgubione
Pod śmierdzącą szmatą
Upodlenia

Skoro nie może być gorzej
To czemu mi odmawiasz
Pozwól mi się łudzić
Że mogę polepszyć świat

Przecież ktoś w końcu musi
Powiedzieć że będzie łatwo
Że jest coś poza trwogą
I nie roztopimy się w nikim

Krzyczę przez nieśmiałe wersy
Żebyś nie słyszał bo
Po co chcieć czegoś więcej
To tylko kilka słów

niedziela, 12 kwietnia 2015

Ściernisko

Od kiedy niebo jest zielone
Brak na nim chmur
Brak księżyca
Brak słońca?

Jest naprawdę pusto
Bo czymże jest samotne powietrze
W którym nie ma już smoków
Tylko umarłe atomy

Gdzieś pomiędzy pomiędzy tlenem i azotem
W szczelinie między kartami książki
Pod kubkiem herbaty
Obok łóżka

Materializuje się coś
Jeszcze nie mam pojęcia co to
Ale instynktownie wyczuwam
Powoli mnie to zabija

Czy można zapłakać się na śmierć?

niedziela, 5 kwietnia 2015

retardacja

powoli ulatują bąbelki
dymi pognieciony niedopałek
chmury leniwie wędrują po niebie
nawet dyfuzja zachodzi jakoś słabiej

krew płynie przez ciało mimo że serce jakoś nie chce
nie jestem nawet pewna czy nadal tam jest
ta klatka chyba była nieszczelna bo
gdzieś jakoś uciekło

jeśli było jakieś natchnienie wena
wypłynęło przez nieszczelne okna
a może to była probówka
w której sztucznie trzymałam inspiracje

świat wokół jest taki papierowy
głupio dąży do kompletnej apokalipsy
ohydnie zasadza się wszystko co ważne
jakby chciał odebrać mi co kocham

ktoś kiedyś okłamał mnie że będzie dobrze
wcale tak nie jest jest po prostu normalnie
czy przestało mi to wystarczać
czy powoli jest coraz gorzej

a może po prostu pragnę za dużo
taka już sucza pazerna natura
przecież jest do perfidii cudownie
póki ciemno i nieprzytomnie

sobota, 28 marca 2015

pytajniki

znam na pamięć ułożenie śmieci pod Domem
chodząc codziennie tą samą drogą
czy ktoś nie mógłby tego w końcu uprzątnąć

czy ktoś nie mógłby uprzątnąć mojego Życia
kiedy ostatnio wyszłam do ludzi
człowiek to istota stadna chyba nim nie jestem



gdzie kończy się Człowieczeństwo czy
między pierścionkami splecionych dłoni czy
głęboko pod skórzaną kurtką

czuję zimno tak pod kolanami
możesz się śmiać ale to nic nie zmieni
nic czyli mnie a Ciebie tym bardziej

nie musisz się martwić Mamo spokojnie
ja wiem jak to wygląda ta twarz pedofila
ale On ma przecież pozytywne dłonie

niedziela, 22 marca 2015

Taka sytuacja liryczna

prekognicja mówi będzie dobrze lecz choć trudno w to uwierzyć nie przejmuję się niczem 
bo jest dobrze tu i teraz a ja jestem tylko tu i teraz i nigdzie indziej więc po co myśleć po 
co oddychać już nie pamiętam jak to się robi czy to się robi ustami co się robi ustami co 
zębami czy oddychać przez palce pożerać wzrokiem tak jak Twój zapach czuję włosami 
złapałam go on tam został powoli znika nasycenie i znikają podbiegnięcia krwawe tak to 
się nazywa choć nie wiem jak się robi prawie jak środki stylistyczne we wstrząśniętych 
wersach matko jak to się stało że wiesz dokładnie kiedy i jak wiesz lepiej ode mnie wiesz 
zanim ja wiem chociaż ja w sumie nie wiem ta pani nie wie czego by pani chciała po prostu 
jest głodna nakarm ją nakarm mnie wypełnij zabierz do raju oszaleń już nie chcę być 
poprawna już nie chcę być normalna ta pani chce być spętana opętana będzie mówić 
odgryzionymi przepraszam językami bo je t'aime tak do Ciebie mówię myliu i mam tylko 
nadzieję że some day consummatum est tak to mniej więcej widzę tak na to patrzę

wtorek, 17 marca 2015

Pani na R

Dobry wieczór
Czternaście minut po północy
Etiuda rewolucyjna
Pogniecione piżamy
I podrapane karki

Potem tylko ciemność
Dobranoc
Rano
Widzimy się
szósta trzydzieści na śniadaniu


Albo dziewiąta
Na bieganiu
Wpół do jedenastej
Ty kawa
Ja herbata

Regularny tryb życia
Druga
Wychodzimy
Trzy kroki do restauracji
Zarezerwowany stały stolik

Po zachodzie
Zawsze trzy
Mohito
I zero siedem
Na dwoje

I tak od
Dwudziestu ośmiu
Dni a może lat
Jeśli to ma być życie
To poproszę tylko Ciebie

sobota, 14 marca 2015

Księżyc jako bełkot humanistyczny

Gdy wyszłam z domu już na mnie czekał 
Jeden bo świat nie zmienia się w noc

Pies
uwiązany łańcuchem u płotu przy sklepie jego pani wygrzebuje drobne na cydr 
też się w niego wpatrywał 
Miał srebrne odbicie w poczciwych oczach 


Tym rankiem 
powietrze pachniało zwierzętami 
Potem 
naleśnikami z bananami i Nutellą


Chmury były odciskami na niebie 
Zielonym i czerwonym 
Kostki lodu w firankach obcych okien 
Nie potknij się, nie potknij się 


Oboje wiemy że wiesz 
I nie trzeba odsuwać grzywki bo po co patrzeć 
"powoli zaginając delikatny materiał" 

Smoku

sobota, 7 marca 2015

Łzy

Jestem jak Słowacki
Wciąż mi smutno
Ale z samego smutku
Już dawno nie płaczę

Przychodzi wstyd
Wstyd dziwki
Zerżniętej w zaułku
Ale to dopiero rumieńce

Dalej idzie gorycz
Porażka żółć
Zaciskam pięści
I tylko przygryzam wargę

Kiedy jest już ból
Życia świata serca
Chowam twarz w noc
Uciekam do siebie

I wreszcie przychodzi miłość
Tak ta której nie ma
Kulę się jak mogę
Płaczę

wtorek, 3 marca 2015

Procent od Ciebie

poczucie winy jest koloru różowego
wina
tak bardzo mam na Ciebie ochotę

nadzieja jest przezroczysta
jak czysta
wiesz że będziesz żałować


sam jesteś nieklarowny
niczym kremowa whisky
mocny
i gryziesz w gardło

ja mam na imię Martini
smakuję tylko sobie
ale poświęć się proszę
wypij mnie ze mną

sobota, 28 lutego 2015

Mam Cię na oku

Mam Cię na oku
Właściwie na dwóch
Mam Cię na rzęsach
Mam Cię na ustach

Mam Cię na skórze
Wsiąkłeś głęboko
Prawie do kości

Mam Cię pod powiekami
Wbiłeś się
Do cna mózgu

Mam Cię między wargami
Wślizgnąłeś się
Niepostrzeżenie

Mam Cię w sercu
Pewnego dnia
Po prostu tam byłeś

wtorek, 24 lutego 2015

Czy ja mogę zostać obrazem?

Czy ja mogę zostać obrazem?
Będę grzeczna, obiecuję
Oprawisz mnie w ładną ramkę, powiesisz przy oknie
Nie wymagam dużo uwagi

Przetrzyj szmatką jak się zakurzę
Uważaj by nikt mnie nie strącił że ściany
O konserwatora się nie martw
Jestem przecież świeża i olejna
Najwcześniej za sto lat

Widzisz?
Jestem tania
Nie jem, nie palę
Nie starzeję się
Nie gadam głupot
Nie zdradzę
Nie wbiję noża w plecy


Tylko mnie powieś
I trochę pokochaj

niedziela, 22 lutego 2015

Cygaretka

      Krótki papieros
    Krótka chwila
  Czuję się cicho wstrząśnięta
Jak wers w wierszu

 Czy to prawda
Czy to gra
 Czy to asperger
Czy rozpłyniesz się w powietrzu?

  Nie myślę
o tym co będzie
  Nie żałuję
niczego
  Robię zdjęcia
by być pewną że istniejesz

Zamknijmy oczy
Rozwiejmy się
Nie wiem który to świat
I nie obchodzi mnie

niedziela, 15 lutego 2015

*** (Bal)

Bal
Trzynasty
Było ciemno
A ciemność
To taka maska na twarz
Żebyś nie widział jak patrzę

Spijam zachłannie
Czekoladę
Pieczenie w gardle
Zapijam ciepłą wódką
Jedyne na co mam nadzieję
To brak kaca

Rano
Spłakuję resztki makijażu
Głodna
Zjadam własne krwiste usta
Dawno zdjęłam gorset
Ale wciąż nie mogę oddychać

sobota, 7 lutego 2015

Poranek

Świta
Po raz kolejny
Oglądam wschód z pustego domu

Otwieram okno
Siadam na parapecie
Ostatnie chwile zimna

Papieros
Kawa
Coraz częściej aspiryna

Potem świat rusza
Coraz cieplej i głośniej
Dlaczego

Ubieram sukienkę i twarz
Dzień dobry wszystko w porządku
Jestem blada bo się nie opalam

Te zadrapania to kot mój niesforny
Schudłam od biegania na uczelnię
Ciemnych worów nie zobaczą

Nikt nie patrzy mi w oczy

sobota, 24 stycznia 2015

Wizyta

Wchodź, zapraszam

Czuj się jak u siebie w domu

Będzie Ci tu dobrze



Nabłoć butami, nakap z parasola


Nie krępuj się

Rzuć kurtkę gdziekolwiek



Weź coś, użyj, odłóż nie na miejsce

Poprzestawiaj książki

Żaden problem

Poprawię



Zjedz trochę ciasta z lodówki, mam go dużo 

Smacznego

To moje ulubione

Nakrusz ile zapragniesz



Możesz nawet ułożyć się w moim łóżku i zasnąć

Przełóż poduszkę na zimną stronę

Chrap

Sen mam mocny a



Podłoga w sercu nie jest twarda