sobota, 14 marca 2015

Księżyc jako bełkot humanistyczny

Gdy wyszłam z domu już na mnie czekał 
Jeden bo świat nie zmienia się w noc

Pies
uwiązany łańcuchem u płotu przy sklepie jego pani wygrzebuje drobne na cydr 
też się w niego wpatrywał 
Miał srebrne odbicie w poczciwych oczach 


Tym rankiem 
powietrze pachniało zwierzętami 
Potem 
naleśnikami z bananami i Nutellą


Chmury były odciskami na niebie 
Zielonym i czerwonym 
Kostki lodu w firankach obcych okien 
Nie potknij się, nie potknij się 


Oboje wiemy że wiesz 
I nie trzeba odsuwać grzywki bo po co patrzeć 
"powoli zaginając delikatny materiał" 

Smoku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz