Moja słodka, mała
Żółta brzoskwinka
Zdecydowanie
Dla mnie zbyt dobra.
Powoli Cię rozbieram
Z brudu wielkich miast.
Pod paznokciami
Zostają mi drapacze chmur.
Jeszcze tylko chwila,
Kilka pociągnięć pędzla.
Będziesz perfekcyjnie niedoskonały,
Cudownie ułomny.
I opuścimy brudny van marzeń
Zaparkowany na poboczu drogi
Przy lesie, w którym spokojnie
Możemy chodzić razem.
sobota, 29 sierpnia 2015
sobota, 22 sierpnia 2015
Słodziak
Mogłam zginąć a
Świat jest przecież taki piękny
Jak ten słodziak
Ze swoim lnianym zapachem
Mogłam nie wychodzić ale
Gdzie bym teraz była
Na pewno nie tu
Tysiąc lat do tyłu
Mogłam uciec tylko
Jaki to ma głębszy sens
Czas już najwyższy
Przytulić sprawy w swoje ramiona
Mogłam wszystko
Teraz to taka abstrakcja
Bo mówiąc krótko i niewyraźnie
Już po mnie
Świat jest przecież taki piękny
Jak ten słodziak
Ze swoim lnianym zapachem
Mogłam nie wychodzić ale
Gdzie bym teraz była
Na pewno nie tu
Tysiąc lat do tyłu
Mogłam uciec tylko
Jaki to ma głębszy sens
Czas już najwyższy
Przytulić sprawy w swoje ramiona
Mogłam wszystko
Teraz to taka abstrakcja
Bo mówiąc krótko i niewyraźnie
Już po mnie
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Wieczory
czasem jestem jak
lewe ucho Van Gogha
zostawione gdzieś u dziwki
zawinięte w gazetę
tęsknię za ludźmi
których nie lubię
bo nagle się udało
i nie ma nikogo
spędzam na balkonie
leniwe wieczory
z kubkiem zielonej herbaty
obserwuję
myślę że wiesz
co mam na myśli
nie zrozum mnie źle
jest zbyt wiele do roboty
lewe ucho Van Gogha
zostawione gdzieś u dziwki
zawinięte w gazetę
tęsknię za ludźmi
których nie lubię
bo nagle się udało
i nie ma nikogo
spędzam na balkonie
leniwe wieczory
z kubkiem zielonej herbaty
obserwuję
myślę że wiesz
co mam na myśli
nie zrozum mnie źle
jest zbyt wiele do roboty
dżentelmen
Pusto
Zniknęłaś
Nie wiem gdzie jesteś
To moja wina
Płakałem
Krzyczałem
Że przecież mnie kochasz
Czy to nie wystarczy?
Wiedziałaś
Jaki jestem
Nikt nie mówił
Że nie będzie bolało
Pamiętasz?
Zgodziłaś się
A teraz wszystko
Poszło się pieprzyć jak Ty z tamtym blondynem
Zniknęłaś
Nie wiem gdzie jesteś
To moja wina
Płakałem
Krzyczałem
Że przecież mnie kochasz
Czy to nie wystarczy?
Wiedziałaś
Jaki jestem
Nikt nie mówił
Że nie będzie bolało
Pamiętasz?
Zgodziłaś się
A teraz wszystko
Poszło się pieprzyć jak Ty z tamtym blondynem
piątek, 14 sierpnia 2015
Temperatura
Jedynym dźwiękiem życia wokół
Jest papier poruszany przez wiatrak
Umysł sublimuje
Gwoli ścisłości
Samotność rozbiera
Gorączka to przy tym pikuś
Nic tak nie grzeje
Jak otwarta rana
Mój podmiot liryczny
Mieszka w bloku naprzeciwko
Jako jego walkiria
Poczuwam się do obowiązku wiedzieć
Miarą czasu są łykane tabletki
I niepozmywane naczynia
Ile może stać makaron
Gotowany o czwartej rano
W taki dzień jak ten
Czekam aż zawieziesz mnie
Na skraj miasta
Mimo że oboje nie mamy czasu
Niedługo mnie tu nie będzie
Tyle rzeczy mnie ominie
Ale proszę daj mi szansę
Stać się południcą
Jest papier poruszany przez wiatrak
Umysł sublimuje
Gwoli ścisłości
Samotność rozbiera
Gorączka to przy tym pikuś
Nic tak nie grzeje
Jak otwarta rana
Mój podmiot liryczny
Mieszka w bloku naprzeciwko
Jako jego walkiria
Poczuwam się do obowiązku wiedzieć
Miarą czasu są łykane tabletki
I niepozmywane naczynia
Ile może stać makaron
Gotowany o czwartej rano
W taki dzień jak ten
Czekam aż zawieziesz mnie
Na skraj miasta
Mimo że oboje nie mamy czasu
Niedługo mnie tu nie będzie
Tyle rzeczy mnie ominie
Ale proszę daj mi szansę
Stać się południcą
Subskrybuj:
Posty (Atom)