Jedynym dźwiękiem życia wokół
Jest papier poruszany przez wiatrak
Umysł sublimuje
Gwoli ścisłości
Samotność rozbiera
Gorączka to przy tym pikuś
Nic tak nie grzeje
Jak otwarta rana
Mój podmiot liryczny
Mieszka w bloku naprzeciwko
Jako jego walkiria
Poczuwam się do obowiązku wiedzieć
Miarą czasu są łykane tabletki
I niepozmywane naczynia
Ile może stać makaron
Gotowany o czwartej rano
W taki dzień jak ten
Czekam aż zawieziesz mnie
Na skraj miasta
Mimo że oboje nie mamy czasu
Niedługo mnie tu nie będzie
Tyle rzeczy mnie ominie
Ale proszę daj mi szansę
Stać się południcą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz