powoli ulatują bąbelki
dymi pognieciony niedopałek
chmury leniwie wędrują po niebie
nawet dyfuzja zachodzi jakoś słabiej
krew płynie przez ciało mimo że serce jakoś nie chce
nie jestem nawet pewna czy nadal tam jest
ta klatka chyba była nieszczelna bo
gdzieś jakoś uciekło
jeśli było jakieś natchnienie wena
wypłynęło przez nieszczelne okna
a może to była probówka
w której sztucznie trzymałam inspiracje
świat wokół jest taki papierowy
głupio dąży do kompletnej apokalipsy
ohydnie zasadza się wszystko co ważne
jakby chciał odebrać mi co kocham
ktoś kiedyś okłamał mnie że będzie dobrze
wcale tak nie jest jest po prostu normalnie
czy przestało mi to wystarczać
czy powoli jest coraz gorzej
a może po prostu pragnę za dużo
taka już sucza pazerna natura
przecież jest do perfidii cudownie
póki ciemno i nieprzytomnie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz