Stojąc nagi w światłach miast odliczasz od dziesięciu
Zbliża się czas czas przemiany czas marnych świąt pięciu
Żyjesz po co żyjesz nie znasz celu tylko powód
Idziesz dokąd idziesz wiesz że będziesz szedł do grobu
I choć chodź tu już nie działa lub jest całkiem niepotrzebne
A droga zbyt wyboista by zostawić szmaty zgrzebne
Coraz bardziej już przyspieszasz spieszysz niewiadomo po co
Aż się staniesz jak wyznawcy tych co pozdradzano nocą
A jedyne pytanie jakie budzi wątpliwości
Stoi o naturę Twoich porannych mdłości
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz